Potem nocna podróż do Łodzi (puste przedziały i I klasa jako II) i poniedziałek u moich rodziców. Również bardzo miło i jak zwykle śmiesznie.
W Popradzie (ja, Ola i babcia)

Olek, Andrzej, Michał, teść, ja, Jula, Ania, Ola, babcia i teściowa

A ten weekend jest po prostu cudowny.
Sobota zaczęła się leniwie, dopóki nie poprosiłam Michała o zdjęcie pościeli. Skończyło się na przykręcaniu śrubek i nóżek, odwróceniu materaca na letnią stronę, odkurzaniu pod łóżkiem i ... serwisie piłkarzyków ;)
Potem Michał grał w squasha, a ja spotkałam się w mieście z Olą. Chłopaki dotarli do nas po jakimś czasie i po kilku koktajlach owocowych i pogawędkach rozeszliśmy się każdy w swoją stronę.
My udaliśmy się do Manufaktury. Po drodze w Parku Śledzia natknęliśmy się na zawody w kulki. Taki curling na sucho ;)
W Manufakturze miały być pokazy związane z dniami chińskimi, ale coś im chyba nie wyszło, bo o 17:00 zostali już tylko marni amatorzy kung-fu, które okazało się być karate.
Powylegiwaliśmy się chwilę na słońcu, zrobiliśmy zakupy grillowe i pojechaliśmy do rodziców otworzyć tegoroczny sezon grillowania.
Po leniwym wieczorze przed telewizorem postanowiliśmy dzisiaj pójść piechotą do Kaliskiej i tam wsiąść w 14.
W parku okazało się, że Lunapark już otwarty!! Punkt obowiązkowy, czyli parasolki, został zaliczony, a Michał pojeździł sobie jeszcze trochę w kółko na quadzie.


Przeszliśmy też koło Fali. Budowa wre. Nawet w niedzielę panowie dowozili jakieś części.
Już się nie mogę doczekać aż skończą. Łódź będzie miała aquapark z prawdziwego zdarzenia. Zapowiada się bardzo ładny i ciekawy obiekt wypoczynkowy.




Teraz mąż urzęduje w kuchni. Dzisiaj na obiad danie popisowe Michała - węgierskie lecho. Już się nie mogę doczekać, bo zapachy już z kuchni dochodzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz