Pani zrobiła nam USG, żeby nie było, że Michał przyszedł na marne.
Płeć się nie ujawniła, a Maluszek szalał i wiercił się strasznie. Udało się jednak zrobić mu kilka ładnych zdjęć :)

Wieczorem byłam na jeszcze jednym USG. Tym razem genetycznym. Dzidzia rośnie książkowo i wszystko z nią w porządku. Odetchnęłam z ulgą i strasznie się cieszymy.
Data przyjścia na świat nie uległa zmianie, czyli pozostaje 11 maja.
Mamy już pierwsze dwie pary skarpeteczek dla potomka. Od Kamy i Szymona mamy.
Jutro wybieram się kupić pierwsze spodnie ciążowe, bo chociaż brzuszek jeszcze niewielki, zwykłe spodnie zrobiły się już niewygodne.
Weekend spędzamy w Warszawie. Najpierw obiad u dziadka Michała, potem wieczór ze znajomymi. W niedzielę pojedziemy na Powązki i wracamy do Łodzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz