niedziela, lutego 19, 2012

Madryt

W Madrycie postanowiliśmy spędzić dzień przed wylotem. Znaleźliśmy aparthotel, czyli hotel z "mieszkankami", dobrze skomunikowany z centrum i blisko lotniska. Duuużo chodziliśmy i wieczorem byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni z tego, co udało się nam zobaczyć.

Jeszcze w drodze - zmiana kierowców :)


Nareszcie wspólna kąpiel. W Calahondzie mieliśmy tylko prysznic.


Na początek Muzeum Prado. Rewelacja! 

Ali najbardziej podobał się obraz "z księżniczką", mnie "Maja naga" ("Maja ubrana" była akurat wypożyczona do Tokio, więc niestety nie mogliśmy porównać obrazów), Michałowi - "Ogród ziemskich rozkoszy".


Brunch na placu, w jednej z najstarszych i najlepszych knajpek w Madrycie. Zwróćcie uwagę na ubrania kelnerów. Tak wyglądają od początku istnienia lokalu.




Spacerem po Madrycie.






Specjalnie dla Ali - pałac prawdziwej księżniczki.


Znów posiłek. Na innym placu. Po zachodzie słońca było już chłodno i trzeba było uciekać do hotelu.

Brak komentarzy: