środa, października 10, 2007

Wyprawa na Węgry. Przystanek pierwszy - Budapeszt

Z Łodzi wyjechaliśmy we wtorek wieczorem. Oczywiście nie o wcześniej umówionej godzinie, ale ważne, że się udało. Po ciężkiej, zamglonej i mokrej podróży dotarliśmy do Tarnowa ok. godziny 24:00.
Najmłodszy kociak trochę nie dawał nam spać (Michał powiedział, że trzeba się przyzwyczajać, bo jak się pojawi dziecko będziemy mieli tak samo ;)), ale wstaliśmy rano w miarę wypoczęci.
Wyruszyliśmy o 9:00 i po kilku smętnych, szarych i niestety mokrych godzinach na Słowacji, znaleźliśmy się na Węgrzech. Tam już prosta i szeroka droga zaprowadziła nas do Budapesztu. Do naszego miasta. Stęskniliśmy się za nim strasznie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo, dopóki nie wyszliśmy na ulice.
Nocowaliśmy oczywiście w hostelu w tym samym budynku, w którym spędziliśmy 10 wspaniałych miesięcy.
Najpierw wyprawa na łaźnie, potem obowiązkowa wizyta w naszej piwniczce i jeszcze Simple.
Ja niestety winka nie skosztowałam. Poza jednym malutkim łyczkiem, kiedy wznosiliśmy pierwszy podczas tego wyjazdu toast "za dzidziusia". :)
Następnego dnia niektórzy mieli niemałe problemy z porannym wstawaniem, ale naleśniki wszystkich zmotywowały do spaceru, po którym czekał upragniony obiadek.
Kupiliśmy 'erosz pisztę' i pomachaliśmy Budapesztowi na dowidzenia. Następny przystanek - Tokaj.

Wieczorny spacer po Budapeszcie. W tle Most Łańcuchowy i Buda.


Kaplica św. Stefana


Siostry w drodze na naleśniki


My


Razem w drodze na naleśniki


Ja z Budą w tle

Brak komentarzy: