Obudzić, ubrać, nakarmić, spakować, zejść na dół, dotrzeć do przedszkola, a później do pracy czy do miasta pozałatwiać jakieś sprawy, ... Okazuje się, że podejmowanie decyzji o tym, czy zakładamy bluzę, czy tylko koszulkę, oraz czy bierzemy wózek czy chustę, a może dzisiaj ta decyzja odpada, bo mam samochód do dyspozycji, to wcale nie bułka z masłem. O nie!
Wygląda na to, że największą efektywność osiągam pod presją i będąc zalataną właśnie. Wieczorem, po karmieniu, przeczytaniu bajek (obowiązkowo o księżniczkach, taki mamy ostatnio etap) siadam na chwilę, żeby podjąć decyzję czy prasuję, sprzątam łazienkę, czy chwilę poczytam i kładę się spać, bo "dzisiaj moja noc", czyli ja wstaję do nocnego przewijania.
Rano, czasem nawet o o szóstej zaczynam od nowa.
Ale warto, oj warto.
1 komentarz:
no pewnie,że warto :) pięknie :)
Prześlij komentarz