czwartek, października 27, 2011

Podróż do ...

Nasza przygoda rozpoczęła się jeszcze przed bladym świtem. Biorąc pod uwagę roboty drogowe na trasie Łódź-Warszawa, wyruszyliśmy o 7:00 i po 3 godzinach dotarliśmy na parking "Park&Fly", skąd busikiem zostaliśmy odwiezieni na lotnisko. Po odstaniu kilkunastu minut w dwóch kolejkach i szybkim skonsumowaniu pozostałości po suchym prowiancie, autobus podwiózł nas pod samolot, w którym mieliśmy spędzić najbliższe 4 godziny lecąc do Madrytu. Na pokładzie przywitał nas kapitan Mirosław Kapitan ze swoją załogą i po piętnastominutowym opóźnieniu wzbiliśmy się w powietrze. Nie było źle. Ala rozwiązywała zagadki, kolorowała i naklejała, wyglądała przez okno, trochę denerwowała panią na siedzeniu przed nią rozkładając i składając stolik, zamieniała się miejscami. Pitulec jadł, spał, gadał i podrywał stewardessy na swój dołeczek w policzku. Po wylądowaniu i odebraniu bagaży odbyliśmy długi spacer po lotnisku w celu odnalezienia wypożyczalni Sixt, gdzie odebraliśmy nasz rodzinny samochód - Peugeot Partner (faktycznie - przestronne). Parę minut po 17:00 wyruszyliśmy do Calahondy. Gdyby nie GPS chyba przez godzinę jeździlibyśmy wokół lotniska, żeby wydostać się na autostradę. Tuż przed 23:00 zaparkowaliśmy w bardzo ożywionym jeszcze centrum miasteczka oddalonym od stolicy Hiszpanii o 412 km.
Co po drodze?
- trzy i czteropasmowe autostrady, ale bez szału, jak to określił Michał
- wszystko w kolorze ochry i cegły
- duże czarne byki stojące na polach, pagórkach

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Udanych wakacji życzę. Mam nadzieję, że pogoda dopisze! Polecam stronę: http://www.nerjatoday.com/
Jak już będziecie na miejscu polecam wycieczkę na Gibraltar autostradą A7, ale jest płatna około 10E, bądz bezpłatną ciut dłużej, ale za to przy wybrzeżu..tylko nie zapomnijcie o paszpotach/ ID

:)