niedziela, października 30, 2011

Sitio de Calahonda, Malaga

Tak nazywa się miejscowość, w której mieszkamy. Wynajmujemy bardzo przytulne i ładnie urządzone trzypokojowe mieszkanko na czwartym piętrze z balkonem, z którego widać kawałek morza.

 
 Miasteczko nie ma za dużo do zaoferowania, albo jeszcze tego nie odkryliśmy. Jest jednak naszą bazą do zwiedzania Andaluzji, co już wczoraj rozpoczęliśmy.

Malaga
W planach było obejrzenie katedry, którą budowano 200 lat i nie skończono jednej wieży, muzeum Picassa,w które miasto zainwestowało 66 milionów euro, twierdzy Alcazaba oraz najlepszej plaży w okolicy.
Katedra - faktycznie ładna, ale wciśnięta pomiędzy budynki.
Muzeum - ładny, jasny budynek z niewielką jednak ilością prac malarza.
Twierdza - doskonale zachowana, kompaktowa twierdza, z murów której roztaczają się widoki na port.
Plaża - porażka. Czarny, lepki piasek, wiatr i pustki. W jednym z tamtejszych barów zamówiliśmy dwa dania, które rozszyfrowywaliśmy po powrocie :)

 

1 komentarz:

Olek pisze...

No ładnie :)