Tak. Michał zabrał mnie wczoraj na randkę na "Szklaną pułapkę". Z poprzednich widziałam chyba tylko "trójkę" (koleś ciężarówkami wywoził złoto z podziemi banku narodowego). I jeszcze fragment innej "Pułapki", której akcja toczyła się na jakimś balu w wieżowcu ... czy jakoś tak.
W każdym bądź razie fanem wielkim nie jestem.
Wrażenia? Niezła bajka. Niektóre sceny są, jak z kreskówek (rozpędzony samochód z chuderlawą Azjatką na masce rozbija kilkanaście szklanych szyb, przejeżdża przez metalowe regały, a na koniec uderza w ścianę. Pani żyje i ma się dobrze). Niesamowite efekty, ale który film akcji może się teraz bez nich obejść? Fajne dialogi, pięćdziesięcioletni McClane potrafi jeszcze rozśmieszyć, choć Michał mówi, że nie tak, jak w poprzednich częściach. Zdecydowanie trzyma w napięciu. Muszę się spytać męża, jak tam jego ręka, którą wczoraj wielokrotnie ściskałam z całych sił.
Ocena ogólna - 4.
Wyszłam z kina z myślą, że przecież "coś takiego może się zdarzyć". Może nie te "rzuty" samochodów w helikoptery, skoki z Harriera na roztrzaskaną estakadę i inne takie, ale załamanie się wszystkiego, bo przecież coraz więcej aspektów naszego życia zależy od technologii, komputerów, sieci, internetu, ...
2 komentarze:
Ja po zakończonym seansie usłyszałam "następny jest za pół godziny, idziemy?" no i oczywiście "diiieee haardddd" milion razy w ciągu wieczora. Znaczy - mojemu męzowi też się podobało ;)))
Ja "Diiiieee haaaard!!" nie słyszałam, ale gdyby się nasi mężowie razem na ten seans wybrali - na pewno ;)
Prześlij komentarz