środa, czerwca 30, 2010

Ian MacEwan "Pokuta"

Drugie podejście zakończone fiaskiem. Tym razem przebrnęłam przez około 20 stron więcej, ale nadal nic nie skusiło mnie do dalszego czytania. Jednak cały rozdział opisujący migrenę, to za dużo.

Ocena: 1

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Załamanie!
McEwan jest moim ulubionym pisarzem, a Pokuta ostatnią książką jaka została mi do przeczytania, a piszesz, że taka straszna?

Hm... czy po dwudziestu stronach można ocenić książkę?

Dagmara pisze...

Nie mogę oczywiście ocenić każdej. Mogę natomiast stwierdzić, że w ogóle nie potrafię skupić się na tym, co się w książce dzieje. Już kilka razy wspominałam, że lubię opisy, które pomagają w zrozumieniu historii. które malują otoczenie akcji. Tutaj odniosłam wrażenie, że opisy są ważniejsze, a akcja była, jak dla mnie zbyt rozciągnięta. Myślę, że książka może się podobać. Ale nie mnie.

Dagmara pisze...

I dodam jeszcze, że przeczytałam prawie 100 stron ;)

Anonimowy pisze...

To pierwszy Twój wpis, jaki czytałam i w dodatku ominęłam słówko "więcej", za co przepraszam. Po stu stronach można już wydać - tak sądzę - miarodajną opinię.
Ja aż zaczęłam Pokutę, ale staram się w oryginale i to trudne jest, więc zanim doczytam do setnej strony, będziecie married for 10 years ;)

Dagmara pisze...

W oryginale bym chyba dużo wcześniej odpadła ;) więc trzymam kciuki.