Mieliście kiedyś takich sąsiadów, którzy potrafią wiercić dziury w ścianie do 22:00, bawić się z ważącym 250kg psem biegającym po panelach nad wami, albo słuchać Radia Maryja tak głośno, że mieliście wrażenie, że sam Ojciec Dyrektor jest u was w kuchni? A teraz wyobraźcie sobie, że oni to robili specjalnie. Po prostu, chcieli was zdenerwować. Zazdroszczą wam... samochodu, telewizora, albo poukładanego życia.
Tak właśnie wygląda w tym momencie życie w Manchesterze - United to ci dobrzy, a klub z drugiej części miasta (przepraszam, ale ostentacyjnie, ich nazwa tutaj więcej nie padnie) to ten "noisy neighbour" - jak powiedział o nich niedawno Sir Alex Ferguson, największy trener naszych czasów. Zabawne, że od momentu, kiedy zasiadał na fotelu trenera United, równo 24 lata temu (6.10.1986r), klub zza miedzy zmienił trenerów już 14 razy. Ten czternasty, niejaki Roberto Mancini, na razie zdołał wydać 140mln funtów oraz przegrać tydzień temu z Lechem Poznań, którego piłkarze są warci łącznie połowę tego, co lewy obrońca klubu z Eastlands. Spokojnie. Przyjdzie piętnasty. I wyda pewnie 150mln funtów. Tylko co z tego.
Mógłbym pisać dużo na temat jutrzejszego meczu. O tym, że w całej historii obu klubów tylko jeden piłkarz zmienił barwy klubowe bezpośrednio z jednych na drugich - Argentinian Whore, jak go pieszczotliwie nazywają kibice United, czyli Carlos Tevez, obecnie kapitan niebieskich. O tym, że zwolniony "za słabe wyniki" rok temu Mark Hughes miał w tym momencie sezonu więcej punktów, niż panujący obecnie Mancini. O tym, że tak naprawdę układ sił w mieście jest zaskakujący - tylko 20% kibiców opowiada się za United, reszta to podobno zdeklarowani fani tej drugiej drużyny. O tym, że pierwszy mecz między obiema drużynami równo 109 lat temu zakończył się wygraną United 5:1. I w końcu o tym, że, cóż, trzeba to niestety przyznać, mecze tych obu zespołów ostatnimi czasy stały się naprawdę wyrównane (4:3 i 0:1 rok temu, oba dla United, oba rozstrzygnięte w doliczonym czasie). Mógłbym pisać dużo na ten temat, ale po co. Jeden obraz to tysiąc słów:

Moja 11-tka:
Do United zagląda widmo z tamtego roku, kiedy w niektórych meczach musieliśmy radzić sobie z jednym (!) nominalnym obrońcą. Reszta leżała w sanatorium. Teraz, obrońców mamy pod dostatkiem, ale skończyli nam się skrzydłowi - Giggs i Nani podobno się nie wykurują (ale tu upatruję blefu), Valencia ma cały czas nogę w gipsie, Bebe po ostatnim popisie z Wolverhampton niech lepiej wróci do nauki dośrodkowań... zostaje niepewny Obertan i rewelacyjny ostatnio Park. Dobrze, że jest solidny środek pola - Scholes, Fletcher i Carrick (wszyscy strzelali bramki tym z drugiej strony miasta w tamtym sezonie) powinien sobie poradzić z ich trójką (Yaya Toure, Gareth Barry i Nigel "Totalny Czubek" de Jong).

Mój 5-tak:
Boję się. Mimo wszystko, boję się. To niestety, może skończyć się źle. Będą szachy, długo utrzymywany remis, ciężka walka w środku pola i przebłysk geniuszu jednego z piłkarzy. Oby to był Berbatov. Mój zakład:
Ilość goli w całym meczu: 1. Po kursie 5:22.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz