Miały być Węgry, z Tokajem w roli głównej, a po drodze jeszcze tydzień w Krynicy. Niestety z różnych względów plany spędzenia kolejnego Festiwalu Zbiorów u Laszlo, musiały zostać przełożone na następny rok.
Siadamy więc wieczorem pierwszego dnia i myślimy - co zamiast Tokaja?
Kiedy? Dopiero na przełomie października i listopada, bo wtedy Michał może spokojnie wyjechać i nie wisieć na telefonie przez cały wyjazd.
Dokąd? Polska odpada, może Rzym? Michał zrobiłby sobie zdjęcie do kolekcji, najedlibyśmy się dobrego jedzenia, ... Sprawdzamy pogodę we Włoszech w listopadzie i okazuje się, że to najgorszy miesiąc z możliwych. Włochy odpadają.
Jordania? Michał już był, a podróż do Akaby wiązałaby się z siedzeniem na miejscu przez jakieś dwa tygodnie, więc odpada.
Krym? Pogoda też już średnia.
Wszędzie polecają Egipt, ale już tam byliśmy i odpadł w przedbiegach. No i "Kanary", ale to jednak daleko.
Hiszpania? Na południu powinno być ciepło. Sprawdzamy pogodę. Faktycznie, w Andaluzji listopad, to jakieś 20 stopni.
Jak? Michał zawsze marzył o podróży camperem. Spędzamy więc kolejną godzinę na przeglądaniu stron wypożyczalni camperów w Polsce i w Hiszpanii. Kładziemy się spać ok. 2:00 z planem przelotu do Hiszpanii, wynajęcia campera na dwa tygodnie i przejechania z Madrytu/Barcelony do Andaluzji.
Następnego dnia wieczorem postanowiliśmy zacząć realizować nasz plan i zarezerwować bilety i campera. Najpierw jednak postanowiliśmy poczytać o podróżowaniu camperem po Europie. Trafiliśmy na forum camperowców i znaleźliśmy wątek dotyczący Hiszpanii. Nie wygląda to różowo. Campery są często celami napadów rabunkowych, które w ekstremalnych wypadkach kończą się nawet śmiercią podróżujących nimi ludzi. Już nic mnie nie przekona do takiego podróżowania po południowej Europie.
Postanowiliśmy sprawdzić jeszcze jakieś wycieczki z biurem podróży. Wpisaliśmy w google pierwszą nazwę biura podróży, która nam się przypomniała i krok po kroku trafiliśmy na jakąś wycieczkę do Hiszpanii. Czytamy "7:00 - zbiórka ..." O nie! To nie dla nas. Około godziny 1:00 podjęliśmy decyzję, że jeżeli nie znajdziemy jutro czegoś sensownego, czyli niezbyt daleko, bo lecimy z dwójką dzieci, w miarę rozsądnej cenie i w ciepłym kraju, to nie jedziemy nigdzie.
Dnia trzeciego, po sprawdzeniu wszelkich możliwych połączeń, przeszukaniu kilku portali z mieszkaniami do wynajęcia oraz wypożyczalni samochodowych zapadła decyzja: lecimy do Madrytu, stamtąd na dwa tygodnie do Nerji, a przed odlotem jeszcze dwa dni w Madrycie.
Uff!
2 komentarze:
To może Grecja? :)
Gdzieś po drodze myśleliśmy o Cyprze.
Ale przecież Ciebie już w listopadzie w Grecji nie będzie, prawda?
Bilety już kupione (za pomocą Waszego portalu ;)).
Prześlij komentarz