Trafiliśmy na Jarmark Dominikański, więc kupiliśmy sobie dobre piwko, wędlinę, stroopwafle ;) i Cavę na wieczór. Przeszliśmy się pod "Słynnym Żurawiem", pokazaliśmy dzieciakom fontannę z Neptunem i zjedliśmy obiad w ciekawej chill out'owej knajpie, gdzie na parterze restauracja zamienia się wieczorami (chyba) w klub taneczny, a pod ścianami są kanapy-łóżka, po których dzieciaki skakały podczas gdy my konsumowaliśmy danie dnia. Pogoda była bardzo w kratkę - słońce, deszcz, słońce i deszcz, ale nie zmokliśmy za bardzo, dzieciaki się zmęczyły i zobaczyły coś nowego, a my nie siedzieliśmy w jednym miejscu.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz