Już po raz drugi w tygodniu "doświadczyłam" końca świata. Tym razem w filmie Laarsa vor Triera, ze wspaniałą rolą Kristen Dunst. Akcja filmu toczy się w przeciągu kilku dni, podczas których Ziemię ma minąć "Melancholia", planeta, która do tej pory "ukrywała się" za Słońcem. Młodsza siostra grana właśnie przez Dunst choruje na depresję, melancholię i w przeciwieństwie do swojej siostry ze spokojem podchodzi do tego, że planeta najprawdopodobniej Ziemi jednak nie minie.
I jeszcze ta muzyka ...
Jest to jedyny film o końcu świata, który do tej pory widziałam, w których nie ma biegania, zbierania zapasów, korków na autostradach, wybuchów i ogólnego chaosu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz