Nasza miejscówka najbardziej podobała się chyba dzieciakom, ponieważ przez płot widać było pole, na którym zaobserwować mogli cały proces zbierania zboża, koszenia słomy, zbierania tejże słomy i formowania jej w walce. Pogoda była raczej średnia, chociaż nie lało, więc dzieciaki całe dnie spędzały w ogrodzie. Nad wodę chodziliśmy też dość często, ale kończyło się raczej na moczeniu (czasem całościowym, przez zupełny przypadek) niż na celowej kąpieli. Były festyny z balonami, gofry, pływanie na rowerach wodnych i kajakach, kilka wycieczek po okolicy i smaczne ryby. Jednak po dwóch tygodniach przydałby się nam, rodzicom tygodniowy wyjazd do SPA. Bez dzieci :)
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz