piątek, kwietnia 23, 2010

Wspomnienia z dzieciństwa

Właśnie dzisiaj uświadomiłem sobie, że minęło już 15 lat odkąd słuchałem tych kawałków. To ponad połowa mojego życia! A kiedy ich słucham, wydaje się jakby leciały w radiu jeszcze wczoraj. Można to potraktować jako ranking moich heavy-metalowych zespołów dzieciństwa (1993-1997):

1. Body Count
Niekwestionowany lider z gatunku m&r&b (metal&rythm&bass). Dopiero dzisiaj zdałem sobie sprawę jak wielki wpływ wywarła na mnie ta grupa. Dopiero dzisiaj rozumiem większość lyricsów, potrafię włożyć ich wymowę w globalny kontekst, ale mimo wszystko to oni ponad 15 lat temu kształtowali moją świadomość:







2. Prodigy
Grupa bez precedensu. Dla ochotników, podajcie mi grupę, która jest w stanie stworzyć, kawałki które bronią się zarówno pod względem muzycznym jak i tanecznym, takie jak Voodoo People, Firestarter, Breathe, No Good, Smack My Bitch Up, Out Of Space, Poison itd. itd. itd. (ok, wiem, że jest Faithless, ale oni są poza konkursem):





3. H-blockx
Zdajecie sobie sprawę, że ich pierwsza płyta wyszła w 1994 roku? Co prawda, kolejne płyty po debiucie nie były już tak udane, ale kawałki z "jedynki" Pour Me A Glass, czy Risin' High znam na pamięć do dzisiaj, mimo iż minął taki szmat czasu. Dzisiaj "smakują" jak normalna grupa XXI wieku, ale oni przecież nagrali tą płytę 16 lat temu! Wyprzedzili swoją epokę o ładne kilka dekad.





4. Metallica
Ok, wiadomo, że każdy dzisiejszy 30-latek, potrafi zanucić Nothing Else Matters. Wiem, że to straszne cliche, ale nic na to nie poradzę. Na swoją obronę, podam, że chronologicznie skłaniam się bardziej w stronę Metallici "Black Album"+ niż "Black Album"-. Dlatego do moich ulubionych kawałków można zaliczyć m.in. House That Jack Built, Until It Sleeps i oczywiście cały "Czarny Album".





5. Sepultura
Z góry przyznaję, że była to bardziej zauroczenie niż miłość na wieki. Przesło tak samo jak przyszło. Ale Brazylijczycy pozostawili we mnie jedną część siebie:



6. Offspring
Najpierw pierwsze pogo przy Self Esteem, a potem całkiem fajna płyta Americana. Poza tym niestety równia pochyła w dół:





7. Fear Factory
Pamiętam jak kolega przywiózł ich kasetę z USA w połowie lat 90-tych. Przede wszystkim perkusista, po drugie słowa, po trzecie Mortal Kombat:





8. Type O'Negative
Będę ich pamiętać ze względu na dwie rzeczy. Okładkę do The Origin Of The Feces:

oraz ze względu na Petera Steele'a (RIP kwiecień 2010).

1 komentarz:

Marta pisze...

łał kobieto na jakiej mjuzie Ty się wychowałaś :O SUPER !!! To też część mojego życia chociaż gdy tego słuchałam byłam już pewnie dorosła. Moje najlepsze koncertowe wspomnienia to koncert Metallici w 1991 r ;)
Ja jednak jeszcze dołożyłabym koniecznie Faith no more ;)