poniedziałek, maja 10, 2010

Kair

Kair - stolica Egiptu i największe miasto w Afryce.
Według wikipedii aglomerację zamieszkuje ponad 17 milionów ludzi, według taksówkarza, z którym jechaliśmy z lotniska - 22 miliony. Powierzchnia miasta to 214 km kwadratowych.
Odległość pomiędzy lotniskami w Łodzi i Kairze to 2591km. Różnica temperatur pomiędzy tymi dwoma miastami to 20 stopni.
W Kairze spędziliśmy 3 dni.

Podróż rozpoczęliśmy już w czwartek po południu. Ponieważ nasz samolot z Warszawy do Kairu startował o 8:00 w piątek, musieliśmy nocować w stolicy. Po ciężkiej nocy, spowodowanej problemami gastrycznymi naszej córki, wsiedliśmy do pierwszego samolotu w naszej podróży. Przesiadka w Wiedniu i o 15:00 byliśmy w Kairze. W drodze do hotelu mijaliśmy bardzo duże wille, strzeżone niczym ambasada amerykańska, palmy, meczety, kościoły, bloki, których ostatnie piętra wyglądały niczym odcięte nożem na wysokości ok. metra, bardzo ruchliwe ulice i trąbiące na wszystko, nietrzymające się wyznaczonych pasów ruchu pojazdy.
Postanowiliśmy stopniować Ali wrażenia powoli, więc pierwsze popołudnie spędziliśmy w hotelowej restauracji, na balkonie z widokiem na Nil i w pokoju z największym łóżkiem, na jakim spaliśmy.


Następnego dnia spotkaliśmy się z pierwszymi członkami teamu Michała, którzy rano dotarli do Kairu. Tom zaprowadził nas do małej kawiarni/restauracji, gdzie serwowali prawdziwe egipskie jedzenie, herbatę i sziszę. Zwiedziliśmy centrum z jego targami, wąskimi uliczkami i ciasnymi knajpkami, a wieczorem udaliśmy się na przejażdżkę po Nilu.



W niedzielę przed odlotem do Hurghady pojechaliśmy obejrzeć piramidy. W końcu był to jeden z obowiązkowych punktów naszej wyprawy. Michał chce przed 40. urodzinami zobaczyć wszystkie "Siedem (osiem) cudów świata" (już zaliczone to Taj Mahal, Wielki Mur, Petra i Piramidy). Pojechaliśmy wcześnie rano, wynajętym busem. Na miejscu: masa Egipcjan sprzedających "pamiątki" w postaci metalowych piramid, pluszowych, tańczących wielbłądów i arabskich nakryć głowy, jeszcze większa masa turystów podążających za przewodnikami i żar z nieba. Piramidy są imponujące, jeżeli weźmie się pod uwagę to kiedy i jak zostały zbudowane. Sfinks rozczarował nas pod względem rozmiarów. Spodziewaliśmy się czegoś większego :) Ogólne wrażenia: dobrze, że mamy to już za sobą. Zobaczyliśmy, odhaczone. Check!


Tego dnia pojechaliśmy jeszcze do Memfis - pierwszej stolicy Egiptu.


Następnie w pusty samolot i do Hurghady!

Moje spostrzeżenia:
- straszny chaos, który powoduje, że czułam się tam niepewnie
- ogrom ludzi, samochodów, śmieci
- żar lejący się z nieba
- strasznie wysokie krawężniki
- co tam robią karety zaprzężone w konie?
- policjanci w blaszanych puszkach, samochody policyjne w blaszanych wiatach
- wszyscy sprzedają chusteczki higieniczne
- młode pary manifestują swoje uczucia i chodzą trzymając się za ręce
- totalna samowolka na drogach
- klimatyczne knajpki w centrum
Tom, który mieszkał w Egipcie mówi, że najczystsze powietrze w Egipcie wdycha się przez filtr papierosa.

Dla chętnych - wszystkie zdjęcia z Kairu

Kair, maj 2010

Brak komentarzy: