Najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec. Przynajmniej według tego, co pisali w przewodnikach. Alhambra miała być ukoronowaniem naszego pobytu w Andaluzji. Żeby kupić bilety musieliśmy dzień wcześniej zadzwonić do BOKu i bilety zamówić, a na miejscu staliśmy w kilku dość długich kolejkach. Rozczarował mnie m.in. brak słynnej fontanny z lwami. Akurat była w renowacji.
Najpierw musieliśmy pokonać długą drogę w górę, żeby dostać się do bram. Bilety są na konkretną godzinę i trzeba je odebrać odpowiednio wcześniej.
Faktycznie, kompleks pałacowy jest imponujący. To, że w jednym miejscu jest tyle pięknych budowli z różnych okresów, a dodatkowo podobno piękne ogrody. My je odpuściliśmy. Byliśmy dość zmęczeni po wędrówce po samych tylko pałacach, zamkach i podwórzach i uznaliśmy, że jesienią nie są już tak imponujące. Moim jednak zdaniem wiele jest w Andaluzji zamków z podobnymi, charakterystycznymi zdobieniami.
Następnie wybraliśmy się na spacer w miejsce, z którego rozciąga się przepiękny widok, szczególnie o zachodzie słońca. Kiedy dotarliśmy na górę, wszystkie miejsca siedzące były już zajęte :)
Kiedy zjechaliśmy autobusem na dół, do centrum i mieliśmy wsiadać do samochodu, zachciało nam się zostać. Jest w wieczornej Granadzie coś przyciągającego. Trochę szkoda, że musieliśmy jechać do Madrytu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz