Szkoda, że nie leży piękny, biały, skrzypiący pod nogami śnieg, a na sobotę zapowiadają słońce i 6 stopni ... no, ale widocznie nie można mieć wszystkiego ;)
Już jakiś czas temu zadbaliśmy o to, żeby w naszym mieszkanku zawitała świąteczna atmosfera.
Mikołajek, którego Michał przywiózł ze Słowacji, rok temu. Zawisł na naszej nikomu-do-niczego-nie-potrzebnej rurze w przedpokoju i wita gości:

Nasza choinka. W tym roku na złoto z bordowym elementem:

Pomarańczki nadziewane goździkami. Pięknie pachną:

Pierniki, które piekłam razem z Kamą:

Jemioła, przy wejściu:

A to choinka, z zapakowanymi dzisiaj prezentami (uff):
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz