Sobota.
Już po powrocie z Mongolii postanowiliśmy, że na Święta założymy swoje dele (mongolskie płaszcze). Na szczęście pogoda dopisała i nie padał deszcz, więc mogliśmy spełnić swoje postanowienie.

Wigilia u Szczakowskich zaczęła się o 17:00, ale nawet Kama wyrosła już ze sprawdzania pierwszej gwiazdki, więc nie wiemy czy zaczęliśmy dobrze, czy źle :)
Naliczyłam 12 potraw, więc wszystko na stole się zgadzało.


Ilość prezentów co najmniej ze 4 razy przerosła małą choineczkę rodziców. Z rozdawania prezentów Kama jeszcze nie wyrosła ;) i jak zawsze spisała się na medal.


Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i było bardzo, bardzo miło.

Michał, jeszcze tego samego wieczoru, zaraz po powrocie do domu, złożył swój prezent:


Niedziela
Z powodu padającego deszczu nie byliśmy w stanie założyć naszych deli i zaprezentować się drugiej części rodziny. U Janiszewskich było więcej, bo 12 osób, co czasem sprawiało, że pokój stawał się trochę duszny, ale daliśmy radę.




Masę prezentów rozdały Jula i Ola, było wspólne kolędowanie i oczywiście rodzinne zdjęcie.
Potraw nie liczyłam, ale wiem już, że nasze rodziny jadają różne.
Było głośno i bardzo miło :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz