



Poranek (około południa) nie należał do najlżejszych, ale udało nam się wstać i pojechaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego.
Nareszcie mamy w Polsce muzeum z prawdziwego zdarzenia. Bardzo ciekawe ekspozycje, interaktywnie prezentowane, rewelacyjny pomysł z kartkami z kalendarza, na których opisane są kolejne dni walki. Mnie najbardziej poruszyło pomieszczenie, w którym eksponowane są kartki pocztowe i listy pisane podczas powstania. Niesamowite wrażenie.

Sobota wieczór to parapetówka u Maćka. Znów spędziliśmy miły wieczór ze znajomymi, również takimi, których już dawno nie widzieliśmy.
Niedziela to wizyty rodzinne. U cioci Kasi i Beatki oraz u Dziadka Michała i Cioci Ani.

Widzieliśmy kolejkę po kebaby

przeszliśmy się po Rynku


Raz na jakiś czas mogę odwiedzić Warszawę, ale lubię tylko starą część miasta. Mieszkać bym tam jednak nie mogła.
1 komentarz:
Szczerze mówiąc, to ciasta od taty Kasi już nie pamiętam.
Prześlij komentarz