Stwierdziłam właśnie, że jestem wyczerpana po weekendzie. Pewnie powinnam się położyć, ale wiem, że nie zasnę i będę się wkurzać, że leżę tak bez celu i czekam, czekam ...
W piątek odbył się wieczór panieński mojej siostry. Specyficzny, bo panna młoda niepijąca ;)
Było bardzo miło, głośno, smacznie, a na koniec tanecznie. Tylko ja się już nie nadaję chyba na spotkania z dziewczynami młodszymi ode mnie średnio o 4 lata.
Sobota na łonie, czyli na grillu u Chajdysów. Spotkaliśmy się w naszym burkowym gronie po dwóch miesiącach przerwy, więc było bardzo sympatycznie, i gdyby nie dzieciaki, zupełnie, jak za dawnych lat.
Niedziela to babyshower z moją wcinającą borówki i zaczepiającą rok młodszego kolegę córką. Potem jeszcze chwila u rodziców i do domu. A tu resztki sprzątania po piątkowej imprezie, bo wcześniej nie było czasu, żeby to dokończyć.
Z utęsknieniem czekam wyjazdu do Budapesztu, choć logistycznie, to będzie dla nas małe wyzwanie.
3 komentarze:
Kochana, w Tokaju to nie będzie czasu na odpoczynek! ;)
A co Ty tam planujesz robić? Jest jedna górka, rozumiem, że chcesz się na nią wybrać.
Siedzenie i picie, to odpoczynek :)
a czemu to się niby nie nadajesz??
Prześlij komentarz