piątek, października 15, 2010

Cholerne Międzynarodowe Hamulce

Manchester United - West Bromwich Albion 16.10.2010r.

Powinno się ogłosić konkurs: kto najbardziej nienawidzi 'International breaks'?

1. Menadżerowie zespołów, którzy na 1-2 tygodni zostają bez trzonu swojej drużyny? I co teraz mamy robić? - pytają. Prowadzić treningi z resztą zespołu, omawiając istotne taktyczne aspekty, przygotowując się na następny mecz? A co z tymi, których nie ma? Dać im potem szybki brief-in? Highly doubt that. Jedyne co mogą robić, to siedzieć gdzieś w zaciszu i ściskać kciuki, żeby jak najwięcej z ich zawodników wróciło w jednym kawałku. Ile punktów więcej miałby Arsenal w ostatnich sezonach, gdyby ich zawodnicy notorycznie nie łapali kontuzji na meczach drużyn narodowych?

2. To może zawodnicy, którzy czasami zmuszani są grać po 3 mecze w tygodniu, nierzadko na stadionach oddalonych od siebie o tysiące kilometrów. Czy Fletcher na pewno gotowy jest do gry jutro, biorąc pod uwagę fakt, że 2 października grał w wycieńczającym meczu z Sunderlandem, żeby 8 października, jako kapitan Szkocji grać w Lichtensteinie, a 11 października w Szkocji z Mistrzami Świata? Nie będę już wymieniał innych zawodników, typu Chicharito, czy Park, którzy swoje mecze rozgrywali ok. 10 tys. km. od Old Trafford.

3. Na pewno w takim razie zadowoleni są kibice. NOT! Czytając blogi kibiców innych drużyn angielskich, mogę podsumować ich stosunek do przerw międzynarodowych: BOOOORING!!!

Podsumowując, kolejna przerwa za nami, godziny spędzone wieczorami na szwendaniu się po domu zmarnowane, awantury w domu z pięknymi połówkami odbyte - koniec, nie wracajmy do tego. Jutro wraca Premier League! I co nam serwuje?

Szybko podsumujmy pierwsze siedem kolejek obecnego sezonu.

Liverpool dzisiaj w końcu pozbył się swoich Glazerów. Stan na dzisiaj jest taki, że zajmują dzisiaj szczytne 18-te miejsce w tabeli!! Niby powinienem się cieszyć ich nieszczęściem, ale po pierwsze, liga bez nich nie byłaby taka sama, po drugie, dzisiaj oni, jutro to możemy być my.

Inny wielki rywal (tak, tak, prze małe wu i małe er) jakimś cudem trafił na drugie miejsce. Mowa oczywiście o noisy neighbourze, czyli szejkach. Ale, nie będę się o tym rozpisywał. Niedługo spadną na piąte i niech tam pozostaną.

Blackpool i West Brom Albion odpowiednio na 9. i 6. pozycji! I z tymi ostatnimi przyjdzie nam się jutro zmierzyć na Old Trafford. WBA są na pewno sprawcą największej niespodzianki w tym sezonie. W ostatniej kolejce wygrali z Arsenalem na Emirates 2:3, a przez większość meczu prowadzili 0:3! I czego się spodziewać po takiej drużynie? Czy cokolwiek można przewidzieć?

Przy analizie tamtego meczu, warto jednak nadmienić, iż dwie z trzech bramek strzelonych Arsenalowi, Manchesterowi po prostu nie mają prawa się przytrafić. Praktycznie przy obu zawiniła bardzo cienka obrona, z Almunią na czele, czyli coś czego w MU nie ma. Obrona jest solidna, a bramkarz nie z tej planety. Po drugie, Arsenal nie wykorzystał największej słabości WBA - właśnie pozycji bramkarza. Scott Carson to kolejne enfant terrible angielskiej bramki i receptą na niego jest oddawanie jak największej ilości goli w światło bramki. Na pewno popełni jakiś błąd. A jak worek z bramkami się rozwiąże to...

Moja 11-tka:
Biorąc powyższe pod uwagę oraz fakt, że część zawodników potrzebuje przerwy po, o ironio, przerwie (!) międzynarodowej, a w środę czeka nas mecz z Bursaspor w Lidze Mistrzów, wyszedłbym składem:

Mój typ:
Jak zwykle przy tego typu meczach z jednym murowanym faworytem (wystarczy nadmienić, że WBA nie wygrało na Old Trafford od 32 lat) book daje bardzo kiepskie przebitki, więc stawiam na konkretny wynik

Manchester United - WBA 3:0

przy stawce 1:7,5. Gole strzelą Berbatov, Nani i Gibson (ale tego już nie obstawiam).

Brak komentarzy: