wtorek, października 13, 2009

Urlop. Odsłona druga - Tokaj

W piątek ok. godziny 11:00 wyruszyliśmy do Tokaja. Po 3 godzinach (z czego pół spędziliśmy stojąc w korkach w Budapeszcie) dotarliśmy do Gizella Pince, gdzie pijąc wino ze znajomymi mieliśmy spędzić najbliższe 3 dni.
Gizella Pince leży niestety daleko od centrum Tokaja (do centrum szliśmy jakieś pół godziny), ale ma do zaoferowania spokój, zapach fermentujących winogron, wspaniałych właścicieli i naprawdę dobre wino. Winnica i piwniczka należą do młodego małżeństwa, które przeniosło się do Tokaja 4 lata temu, kiedy dziadkowie Laszlo postanowili przeprowadzić się do miasta. Laszlo i Mariann postanowili, że zamieszkają w Tokaju i zajmą się produkcją wina. Trzeba przyznać, że świetnie im to wychodzi. Produkują nie tylko tradycyjnego Tokaja, ale również wprowadzają coraz to nowe rozwiązania, które usprawniają proces produkcji, oraz pozwalają na wprowadzenie na rynek nowych smaków (np. Futurmint, który bardzo zasmakował Adiemu). Oprócz degustacji swoich win w prawdziwej piwniczce, oferują noclegi dla 13 osób w wygodnym domu tylko do dyspozycji gości. Jesteśmy zachwyceni tym miejscem i na pewno do niego wrócimy.

A jak wyglądał nasz pobyt w Tokaju? W piątek ok. 17:00 z dworca PKP odebraliśmy Adiego i po małych zakupach udaliśmy się do naszej kwatery, żeby wypić z gospodarzem "powitalny kieliszek". Oczywiście na jednym się nie skończyło, a Laszlo sporo nam opowiedział o swojej przygodzie z Tokajem. Po północy dojechali (prawie równocześnie) goście z Polski i Chorwacji i po wzniesieniu kilku toastów udaliśmy się wreszcie na spoczynek :)
W sobotę udaliśmy się do centrum, na Festiwal Zbiorów i po leniwym smakowaniu różnych rodzajów Tokaja, obiedzie w knajpie mało przyjaznej obcokrajowcom i zaskakującym powrocie do domu (udało nam się dojechać kawałek "pociągiem dla turystów", który podwiózł nas pod same drzwi), udaliśmy się na degustację win Gizella Pince. Na wieczór znów napełniliśmy nasz 5-litrowy baniaczek, który opróżniliśmy grając w najróżniejsze "drinking games", podczas których wykruszali się kolejni biesiadnicy ;)

Spotkanie po kilku latach (z Adim widzieliśmy się 3 lata temu, z Marinką - 5).

W drodze na Festiwal





W niedzielę niestety wyjechali już Ola z Łukaszem, Justyną, Krzyśkiem i Agatą, oraz "samochód chorwacki", który wiózł tak naprawdę Ukrainki, Gruzina i Węgra, a my z Adim udaliśmy się do Hajduszoboszlo na łaźnie i pyszny obiad w knajpie Nelson Pub. Wspaniały relaks po tyyyylu dniach picia ;)

Poniedziałek to dzień wyjazdu. Najpierw jednak udaliśmy się na zakupy u naszego gspodarza, który zaprosił nas jeszcze na "pożegnalny kieliszek".


Odwieźliśmy Adiego na dworzec, a sami ustawiliśmy GPSa "na Zakopane" i w drogę.


Wszystkie zdjęcia znajdują się w tym albumie

Tokaj 2009

Brak komentarzy: