Uznałam, że czas najwyższy wziąć się za pierniki na Święta. Spędziłam nad nimi jakieś półtorej godziny, ale warto było. Pięknie pachną i podobno dobrze smakują (dałam Michałowi na spróbowanie). Są pojedyncze i podwójne z powidłami. Serduszka, gwiazdki, dziewczynki i chłopcy. Bardziej świątecznych foremek nie mam, ale to i tak lepiej niż zeszłoroczne "okrąglaki po szklankach".
Ponieważ wybieramy się jutro z wizytą do Kamy, to na poprawę humoru zrobiłam blaszkę muffinek z nutellą. Skoro piekarnik już był rozgrzany ... :)
Teraz pięknie pachnie w całym domu, Michał usypia Alę (w przerwie meczu), a na stole czeka otwarty już i oddychający Tokaj.

6 komentarzy:
Brawo!
Ja tez planuję wziąć się za pierniczki ale jakos tak ciągle nie po drodze.
pozdrawiamy
szalona! :)
ja za pierniki się może zabiorę... zeszłoroczne były nie do zjedzenia, bardziej do samoobrony, ale dość ładnie prezentowały się na choince. szczególnie ozdobione lukrem :)
sa-skiia, pierniki zaraz po ostygnięciu są jak z dykty, ale 3 lata temu, kiedy piekłam je pierwszy raz, ciotka Alma obiecała, że zamknięte z pomarańczami w szklanym pojemniku zmiękną. I faktycznie - miękną. :)
na moje to nic nie dało się poradzić :] jakbym je namoczyła w wodzie to by nie zmiękły.
ale co tam. mieć piernikowego renifera z oczkiem z lukru na choince - BEZCENNE!
sa-skiia, gwarancję daję - po tygodniu rozpływają się na podniebieniu ;)
A ja w tym roku nic nie upiekłam i w ogóle NIC. Jakoś tak znienacka te święta, a ja niegotowa kompletnie.
Mogę się wprosić na piernika? :D
Alma, zapraszam.
Mam plan w przyszłym tygodniu jeszcze dopiec dwie tury, więc będzie co jeść :)
Może jednak uda nam się ze szczotkami spotkać, to wtedy przyniosę.
Prześlij komentarz