W poniedziałek byłam w sklepie i nie mogłam się oprzeć. Kupiłam pampuchy i podałam je na obiad. Z mięsem i brukselką.
I przypomniały mi się pampuchy podawane w przedszkolu. Na słodko. Było coś w sosie, co nadawało mu specyficzny smak. I to chyba nie był cynamon ...
A Michała ciocia robi pampuchy sama. I są przepyszne!


4 komentarze:
Czy to jest aktualne zdjęcie?
Bo właśnie obmyślam, czy przez te 15 minut drogi ode mnie do Ciebie sos nie wystygnie za bardzo, bo wiesz, ja nie lubię jak się taki kożuch robi na wierzchu...
;)
Nie, niestety zdjęcia nieautentyczne. Dzisiaj kuchnia serwuje mielone ;)
Ale zapamiętam i zaproszę Cię kiedyś na pampuchy bez kożucha.
A potem będzie wino :D
...to nie sa zadne pampuchy...w Poznaniu kazdy wie, ze to sa PYZY ! :)...je sie je obowiazkowo z ciemnym sosem....mozna z madra (czerwona kapusta) ..ale nie na slodko i nie z brukselka..co za profanacja :)
My na to mówimy "kluski na parze". I jemy ze wszystkim :)
Ale fakt, głównie z mięsem i ciemnym sosem. Na słodko to raczej w przedszkolach.
Prześlij komentarz