środa, września 13, 2006

24.08.2006 czwartek

20:30.
Właśnie ruszył nasz pociąg realcji Ułan Bator - Erlian. Jak to mówi Michas "robimy UB pa pa". Za dwa dni będziemy w Pekinie.

Ostatnie spostrzeżenia dotyczące Mongolii:
Polska eksportuje do Mongolii przetwory warzywne i owocowe. Soki "Pysio", "Smoczek", "Tymbark", "Kubuś", kompoty owocowe firmy Kowar, ogórki konserwowe, sałatwi warzywne w słoikach, oliwki (!). Dobrze było chociaż w ten sposób przyjąć trochę witamin.

Byliśmy w UB na rynku Naran Tuul. Taki ichni Tuszyn. Wydaliśmy całą kasę, którą Michas miał w portfelu. Nawet dolary i euro. Kupiliśmy sobie materiał na zasłonki i 2 dele (tradycyjne płaszcze mongolskie). Michał mówi, że dostaliśmy za darmo (daliśmy ok. $80).

Mongolia to według Michała jeden z niewielu krajów, w których tradycja jest tak bardzo zakorzeniona w codziennym życiu, że trudno między nimi zobaczyć różnicę.
Ludzie nadal mieszkają w gerach (czasem trochę ulepszonych), w których mieszkali ich przodkowie kilka wieków temu. Noszą stroje, które my uważamy za tradycyjne i zakładamy kiedy jesteśmy członkami zespołu Mazowsze. Polują z ptakami drapieżnymi, jeżdżą konno.

Jednym z ulubionych zajęć Mongołów jest gra w bilard. Stoły stoją przy ulicach, na powiedzmy-chodnikach, mają też całą masę snooker klubów.
Poza tym bardzo lubią karaoke. Miejsc, w których Mongołowie mogą spróbować swoich sił wokalnych jest w kraju sporo.

Mongołowie charchają na ulice, chodniki, ...

Banki działają nawet do północy.

Kierowcy prowadzą w białych ogrodniczych rękawiczkach z gumowymi wypustkami.

W hotelach i gerach przy łóżkach stoją gumowe klapki do użytku ogólnego.

Polecam książkę, którą dostałam od teamu w Niemczech: "Long Way Round" Ewana McGregora i Charley'a Boormana.
Jest w niej wiele cytatów dotyczących Mongolii, z którymi się zgadzam, ale przytoczę jeden, taki trochę zamykający przeżycia podróżników w tym kraju.

"Riding across Mongolia had been incredibly demanding, but it had offered everything I'd been looking for on the trip, a pastoral paradise full of curious, open-hearted people who welcomed me into their homes because I was a passing traveller, not because I was Obi-Wan Kenobi on a bike. Those dreadful fisrt few days - the hardest days I'd ever had on a bike - had taught us a valuable lesson" if we had bailed out then and headed for Russia, we would have missed the most beautiful part of Mongolia. It had been like riding through the pages of National Geographic. Every time we bliked there would be a jaw-dropping sight to look at or think about. A land in which most people still rode horses and wore traditional clothes, it was timeless without being stuck in the past. Much of the rural population still lived in gers, but they'd have solar panels and satelite dishes. All the guys we met just wanted to be herdsmen, happy to spend their lives on horses, rounding up sheep and goats, while girls all had ambitions to head for Ulaanbaatar to go to university."

Brak komentarzy: