Jedziemy przez bliżej nieokreślone i mało charakterystyczne miejsca. Zieleń. Trwa i drzewa. Osad ludzkich brak.


Zastanawiam się, czy w nocy nie przejechaliśmy przypadkiem przez Ural. Nie mamy ze sobą mapy i żadna nie wisi też w wagonie, więc nie mamy orientacji gdzie się obecnie znajdujemy.
Michał miał wczoraj napisać coś o naszym pociągu, ale nie bardzo mu wyszło. Jedizemy chińską częścią pociągu. Okazało się, że mamy "dwójeczkę", więc nie musieliśmy wymieniać biletów.


A propos biletów, to albo jestem głupi, albo cholernie trudno je dostać. Z Łodzi do Moskwy nie ma najmniejszego problemu. Ale kupić bilety na kolej transsyberysjką zakrawa na cud. Są ogólnie dwie opcje:
1. Biuro podróży. Przeważnie rosyjskie, prawie niewykrywalne w internecie, a jak się uda z nimi skontaktować, to biorą 100% prowizji.
2. Przez znajomych w Moskwie. Zaleta jest taka, że kosztuje normalnie (250 dolarów za 1 klasę w podwójnym przedziale). Wada jest taka, że trzeba mieć znajomych, którzy się orientują gdzie iść, z kim pogadać, a dodatkowo przesłać im kopie paszportów i pieniądze Western Union.
My wybraliśmy opcję drugą. W Moskwie spotkaliśmy się z naszą znajomą, która przekazała nam bilety. Jedyny problem teraz, to bilety UB-Pekin. Trzymajmy kciuki, żeby bilety były jeszcze w UB.
A jednak wisi w korytarzu plan podróży. Mamy za sobą jeden przystanek "na jawie". Na peronach stoją kramiki ze szkłem, porcelaną i innymi wyrobami garnarskimi. Sprzedają też puzzle i co najbardziej szokuje Michasa - ogromne misie i inne pluszaki. Chodzą babuszki z owocami, bułkami, pierożkami, piwem. Można kupić prawie wszystko. Są nawet papierosy dla nałogowców.
rozkład jazdy, godziny postojów

na postoju:


W wagonie jest oczywiście samowar z gorącą wodą, a w przedziale wiatrak do mącenia powietrza i właśnie odkryłam, że z głośników płynie chińska muzyka popularna (można zrobić "mute" ;)). Nasz przedział ma wspólną umywalnię z przedziałem obok, w którym nikt nie mieszka. Można się tam praktycznie całkiem umyć, bo bateria ma taki wyciągany na wężu kran. Jeszcze nie korzystaliśmy, ale miło wiedzieć, że można umyć głowę. Nawet jeżeli miałoby to być w zimnej wodzie. Toaleta jest jednak z zapadką i co jest dla mnie szokujące - nie ma w niej papieru toaletowego.
zlewik pomiędzy przedziałami

Widoki z okna są tu bardzo rozmaite. Lasy i łąki ciągnące się w nieskończoność. To zdecydowanie przeważa. Czasem wśród drzew stoi kilka małych, drewnianych, chylących się ku ziemi chatek, w których nadal mieszkają ludzie. Niekiedy wygkąda to jak opuszczona wieć. Teraz natomiast (17:30 czasu moskiewskiego) wjechaliśmy do Perm. Wielkie miasto z blokami i szeroką rzeką, nad którą stoją żurawie. Miasto stoczniowo-portowe. Mamy w nim postój. Przesliśmy się kawałek po peronie dla rozprostowania kości i zachowania pozorów, że się ruszamy ;) Widzieliśmy jak uzupełniają wodę w wagonie.
Pogoda cały czas dopisuje.
Michas pożyczył mapę, z której wynika, że te pagórki, przez które właśnie przejeżdżamy, to Ural. No, przynajmniej ta niższa jego część ;)
Postój by
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz